Detektyw Radek Radziej i blacha 666

Detektyw Radek Radziej i blacha 666.

Radek Radziej zawsze lubił swoją pracę. Od osiemnastu lat obejmował stanowisko detektywa w Stołecznym Biurze Detektywistycznym w Warszawie. Mimo wielu lat spędzonych na rozwiązywaniu zagadek przestępczych całe życie marzył o tajemniczej sprawie rodem z kryminału Johna Grishama, które to czytał w każdej wolnej chwili. Tego wieczoru jednak chciał odpocząć od pełnej tajemnic codzienności, zrelaksować się oglądając mecz swojej ulubionej drużyny i nareszcie położyć się spać o przyzwoitej godzinie. Usatysfakcjonowany wynikiem gry, detektyw Radziej zbierał się do snu, kiedy nagle odezwał się znienawidzony przez niego dźwięk faksu
- O tej porze? - mruknął pod nosem. Włączył odbieranie faksu z zamiarem sprawdzenia jego treści dopiero następnego dnia - może poczekać do jutra - pomyślał i podstępnie spoglądając kątem oka na faks powoli zaczął kierować się w stronę schodów prowadzących do jego sypialni. Kiedy postawił nogę na pierwszym stopniu coś błysnęło w jego głowie - nie! .. wydawało mi się .. - i zrobił kolejny krok. Faks upadł na ziemie. Detektyw cofnął się i szybko podbiegł w stronę urządzenia. Podniósł kartkę i przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył ..

" M R D E. RADZIEJOWA. 666 "

Dreszcz, który przeszedł wzdłuż jego pleców, napawał go strachem. Jednocześnie detektywistyczna natura Radzieja sprawiła, że poczuł rosnące podekscytowanie - jednak się dzisiaj nie wyśpię.. – pomyślał z goryczą. Złapał resztkę sałatki z tuńczykiem i usiadł przed komputerem.  Czego właściwie mam zacząć szukać? Co znaczy M R D E? – zastanawiał się bębniąc palcami w klawiaturę - gdyby dostawić kilka literek wyszłoby … MORDERSTWO! – krzyknął przerażony. Z dudniącym sercem wpisał w wyszukiwarce słowo „Radziejowa”. „Najwyższy szczyt w Beskidzie Sądeckim, zbudowany z piaskowców. Należy do Korony Gór Polski...” - czytał - chyba jakieś żarty .. Co ma jakaś góra do morderstwa? – zastanawiał się na głos - gdyby ktoś chciał popełnić morderstwo, czy podałby mi dokładne miejsce zbrodni? Przecież to bez sensu!- krzyknął podenerwowany. Sprawa wydawała mu się absurdem i żartem, który jak podejrzewał, zrobili mu koledzy z biura. Jednak porywcza natura i zdolność doszukiwania się ukrytego sensu w otaczającym Radzieja świecie, wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i już po chwili sprawdzał połączenia kolejowe z Warszawy. Pierwszy pociąg miał za osiem godzin, za oknem już świtało, ale jego ciało domagało się snu.  Zaraz! - powiedział sam do siebie - przecież nie pojadę tam w garniturze! Jeśli na tej górze naprawdę dzieje się coś podejrzanego, muszę się zakamuflować. Muszę wyglądać jak zwykły turysta! Potrzebne mi sportowe buty i ubranie – dodał i po chwili już przeglądał wyposażenie sklepu Horyzont. Otwierają za dwie godziny - mruknął - lecę pod prysznic, szybkie śniadanie i do sklepu! - złapał ręcznik z szafki i pobiegł do łazienki - mapa! Przecież nawet nie wiem jak tam dotrzeć! – zorientował się przystając na ostatnim stopniu schodów. Postanowił wziąć szybki prysznic i dopiero wrócić do komputera.
- Hm.. Firma Compass oferuje mapy, przydałby się jeszcze jakiś przewodnik – pomyślał siedząc już przed ekranem laptopa. Zdecydował się na Przewodnik po Beskidzie Sądeckim firmy ‘Rewasz’. Zadowolony z szybkiego obrotu sprawy, zapisał nazwy sklepów i ruszył po niezbędne wyposażenie.
W sklepie wybór niesamowity, jednak ekspedientka szybko pomogła mu wybrać sprzęt.
- Dziękuję pani za pomoc. A teraz lecę, bo spóźnię się na pociąg – powiedział.
- Pewnie jedzie pan na Rajd Połoniny – zagadała sprzedawczyni - ostatnio głośno o nim w mieście. Dużo ludzi się wybiera. Powodzenia! - Podziękował i pognał w stronę stacji.

O godzinie jedenastej detektyw Radziej siedział już w pociągu, przypominając prawdziwego, górskiego turystę, no może poza tym małym komputerkiem, który musiał ze sobą zabrać. Na dworcu spotkał wielu ludzi wyglądających podobnie jak on, tamci jednak wsiadali do Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej. To pewnie ten Rajd, o którym wspominała ekspedientka w sklepie - pomyślał - ale mieli wielkie plecaki! - i zabrał się za czytanie lektury, jaką zakupił przed wyjazdem. Dworcowe sklepiki kusiły go kolorowymi magazynami o tematyce turystycznej, on jednak zdecydował się na National Geographic Traveler i Magazyn Bieszczady, które wydawały mu się najciekawsze na taką wyprawę. Ku swemu przekonaniu w obu gazetach znalazł artykuły o Rajdzie Połoniny. Niezła impreza - pomyślał - .. ha! Samorząd Studentów Politechniki Warszawskiej sponsorem, tak myślałem, że wyjazd organizują studenci, ale Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich.. Pierwsze słyszę. Ze zdziwieniem wpisał w komputerze nazwę i od razu znalazł się na stronie Koła www.skpb.waw.pl.  Wow! - był pod wrażeniem - ile wyjazdów! I to wszystko robią za darmo? Ilu przewodników! Ostatnio wydana blacha z numerem 666! Fascynujące... - mówił sam do siebie. Czekały go jednak ważniejsze sprawy, odłożył więc komputer i wziął do ręki mapę firmy Compass, aby poszukać jak ma się dostać na Radziejową, gdy nagle w jego głowie zaświtało.. 666? Zaraz! - wrzasnął - ostatnio blachowany przewodnik dostał numer 666! Czy to jakiś trop? - wziął do ręki komputer, odnalazł przewodnika z tym numerem. Opis przewodnika robił na nim tak piorunujące wrażenie, iż nigdy by nie pomyślał, że ktoś taki mógłby być zamieszany w morderstwo. Z konsternacją na twarzy wpisał w komputerze "Radziejowa 666". Wielce zaskoczony wśród wyników wyszukiwania znalazł dwie strony, które zawierały oba wyrazy "Radziejowa" i "666" a dotyczyły one Rajdu Połoniny! Serce zaczęło mu bić szybciej. Miał pewność, że to dobry trop. Przeczytał informacje zawarte na wyszukanych stronach (www.twojebieszczady.pl oraz www.waypointpress.pl) z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy i po chwili sam nie mógł uwierzyć w to, czego właśnie się dowiedział. Przeczytał jeszcze raz głośno: "Rajd Połoniny. W tym roku ześrodkowanie odbędzie się w starej, nieistniejącej już wsi Radziejowa niedaleko Baligrodu ... Trasę "Niezapomniana przygoda" prowadzi Krzysiek, przewodnik nr 666...  jestem w złym pociągu! - krzyknął rozpaczliwie. Spakował wszystkie rzeczy i pobiegł do przedziału konduktora. 
- Przykro mi – powiedział konduktor – do najbliższego postoju pociągu jeszcze dwie godziny. Proszę usiąść i się uspokoić. 
- Ale tam się dzieje coś złego! Tam chcą kogoś zamordować! Jestem detektywem, musi pan zatrzymać ten pociąg!
- Proszę bardzo, mogę to zrobić, jednak nie sądzę żeby szybciej się pan wydostał z pola, na którym się znajdujemy niż z Krynicy, do której dojedziemy za dwie godziny. Zatrzymywać? - uśmiechnął się szyderczo.
Detektyw się nie odezwał, konduktor miał racje. Musiał czekać. A może konduktor też jest w to zamieszany? - pomyślał - nie, to niemożliwe.. No nic, wykorzystam ten czas, aby jak najwięcej się dowiedzieć. Musze dołączyć do trasy Krzyśka i udawać zwykłego uczestnika. Złapię go na gorącym uczynku - przypomniał sobie jak dobre wrażenie zrobił na nim opis przewodnika. Złapał za telefon, wybrał jego numer, który znalazł na stronie Koła SKPB i umówił się, że odbiorą do w Sanoku. To oczywiste - pomyślał - trudno żeby napisali, że jest mordercą, nikt by z nim nie pojechał. Dlaczego gdy wcześniej wpisywałem ‘Radziejowa’ wyskoczyła mi informacja tylko o tej górze? Wpisał, więc ‘Radziejowa wieś’ i znów przeszły go ciarki .. " Radziejowa to nieistniejąca wieś położona kolo Baligrodu. Znajduje się w niej cerkwisko i stary cmentarz... Głośno przełknął ślinę. Wszystko zaczęło układać się w głowie Radka. Przewodnicy zorganizowali rajd i wypromowali w całym mieście, dzięki temu więcej ludzi się zapisało. Pod pozorem wycieczki zaplanowali chytre morderstwo. Zaprowadzą ich do tej starej wsi i tam ich ... Nie dokończył. Nie mógł pogodzić się z myślą, że nikt tym biednym turystom nie pomoże, że nikt nie usłyszy ich wołania o pomoc. Nikogo tam nie ma.. Nikt nie będzie szukał śladów. No, bo gdzie? Sprytnie zaplanowane. Na dodatek wybrali miejsce, o którym ciężko się dowiedzieć! W pierwszej chwili ktoś pojedzie w Beskid Sądecki. Był zły ze dal sie przechytrzyć.  Muszę się zrelaksować – pomyślał, po czym włączył ulubione radio Eska rozkoszując się ostatnimi minutami spokoju, które go czekały.

Po dotarciu do Krynicy udał się na szybki obiad i znalazł transport w Bieszczady, aby moc się dołączyć do ekipy. Droga aż do Sanoka zleciała mu na czytaniu Magazyn Bieszczady oraz National Traveller. Wszyscy uczestnicy wyglądali na bardzo szczęśliwych. W planach było wędrowanie przez najbliższe dwa dni, trzeciego natomiast mieli dotrzeć do Radziejowej. Postanowił bacznie spoglądać na każdy ruch przewodnika. Ten jednak nie robił nic podejrzanego. Wydawał się dbać o swoich uczestników, z każdym starał się utrzymywać dobry kontakt, świetnie opowiadał o cerkwiach i na dodatek wieczorami nieźle przygrywał na gitarze!
- Jak ja dawno nie słyszałem gitary - rozmarzyl się detektyw ostatniego wieczora przed dotarciem do celu. Szybko jednak oprzytomniał., musiał być teraz bardzo czujny. Wieczór był ciepły, zajadali się kiełbaskami firmy Kiszeczka i chlebem z Piekarni Staropolskiej. Mmmm! Jak ja dawno nie jadłem pieczonej kiełbaski! Ta praca jest bardzo przyjemna - uśmiechnął się z rozmarzeniem.
- Jutro ma być podobno ponad dwieście osób! Ta liczba robi wrażenie - powiedziała młoda dziewczyna siadając obok detektywa.
- Szkoda, ze nie 666 - rzucił ironicznie detektyw. Dziewczyna jednak go nie zrozumiała.
- Podobno ma być niezapomniana zabawa. Duże ognisko, coś dobrego do jedzenia. No i będziemy zwiedzać cerkwisko i jakiś stary cmentarz!
- I mówisz to z takim spokojem? - zapytał zdziwiony.
- Stare cmentarze są fantastyczne. Zwłaszcza te z I wojny światowej.
- Obyśmy na nim jutro wszyscy nie wylądowali – pomyślał Radziej, gdy zauważył, ze przewodnik gdzieś zniknął - nie wiesz gdzie jest Krzysiek? - zapytał dziewczynę
- Nie mam pojęcia. Może schował się w namiocie i knuję, jak tu nas zamordować - zażartowała dziewczyna, pamiętając wystraszone oczy detektywa, gdy mówiła mu o cmentarzach. Jemu jednak nie było do śmiechu, z myślą o ciężkim dniu, który go czekał, położył się spać.

Rano wszyscy pakowali się w pośpiechu. Każdy chciał jak najszybciej dojść na "ześrodkowanie". Detektyw nie wiedział co to znaczy, ale domyślał się ze tak mówią na Radziejową. Kiedy dotarli na miejsce był podenerwowany. Obserwował każdy ruch przewodnika. Starał się wyczuć jego nastrój. Zaczynali się schodzić ludzie, robił się ogromny tłum. Coraz ciężej było mężczyźnie obserwować to, co się działo się wokół niego. Ludzie jednak wyglądali na zadowolonych, śpiewali tańcząc wkoło ogniska. Na pozór wszystko wydawało się takie idealne, takie dobre. Sam miał ochotę porwać się w wir zabawy, ale wiedział, ze musi być czujny. Cale życie czekał na taka sprawę!
W pewnym momencie Krzysiek zwołał cala swoja grupę. - Zabierzcie czołówki, pójdziemy zwiedzić cmentarz. - Detektyw poczuł dreszcz emocji. Zaczyna się jego wielka chwila! Niedługo później wszyscy już byli gotowi i maszerowali w ciemność. Detektyw nie miał pojęcia czy idą w stronę jakiegokolwiek cmentarza. Starał się trzymać blisko przewodnika.
- Mam wrażenie, że boisz się ciemności Radzieju – zagaił przewodnik.
- Nie! - zaprzeczył - jestem zupełnie spokojny.
- Przecież nic nam się nie stanie. Ufasz mi, prawda? - zapytał Krzysiek uśmiechając się do detektywa.
- Zgadza się - odpowiedział i wtem zobaczył małą trójkątną blachę na czerwonym polarze przewodnika. A na niej numer... 666... W ciemności zaczęły wyłaniać się jakieś ogromne kształty przypominające kamienie. Cmentarz – powiedział drżącym głosem. Doszli. Przewodnik powiedział kilka słów na temat historii i budowy cmentarza i pozwolił się każdemu rozejrzeć.
- Tylko nie odchodźcie za daleko. Za pięć minut wracamy do ogniska. – Radziej postanowił trzymać się przewodnika, udawał zainteresowanego zadając mu pytania. Ku swemu zdziwieniu młody przewodnik udzielał ciekawych odpowiedzi. Detektyw poczuł, ze to na prawdę interesujące, wręcz fascynujące. Po pięciu minutach wszyscy uczestnicy stali zebrani w jednym miejscu i gotowi do powrotu. Detektyw był zadowolony z rozmowy z Krzyśkiem, czuł, że prawdopodobnie popsuł mu szyki i nikt jednak nie miał zginąć tej nocy. Zadowolony z obrotu sprawy ruszył w stronę bramy cmentarza, gdy usłyszał niski głos dochodzący zza jego pleców..
- Zgaście na chwile czołówki, proszę – był to głos przewodnika. Detektyw przełknął ślinę.
- Ale po co ? – zapytał ze strachem w oczach – przecież mieliśmy już wracać?
- Chce wam najpierw coś pokazać. Mówiłeś Radzieju, że się nie boisz?
- Bo się nie boję - odparł detektyw z nutą niepewności w głosie, po czym jako ostatni zgasił swoją czołówkę. Cały drżał. W tej chwili uświadomił sobie, jaki przewodnik był sprytny. Wszystko perfekcyjnie zaplanował. Początkowo mężczyzna nic nie widział, po chwili, gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zauważył kanciasty przedmiot w ręku przewodnika.
- Co nam chciałeś pokazać? – zapytał prawie szeptem.
- Odwróćcie się i popatrzcie tam daleko, na te góry. Byliśmy tam przedwczoraj. Z tej perspektywy wyglądają pięknie.
- Jasne odwrócimy się a ty nas rozstrzelasz, rozszarpiesz, zadźgasz .. -  dodał detektyw w myślach. Był jednak sprytny, stanął za młodą dziewczyna i starał się nie stracić z oczu przewodnika, chciał obserwować, co stanie się dalej. Przewodnik powoli unosił rękę, w której trzymał niezidentyfikowany przedmiot. Nóż? Pistolet? Gorączkował się Radziej. Jakby celował w kogoś. Ale w kogo? Nagle oślepiło go małe światełko. Była to czołówka, która przewodnik zdjął z głowy i teraz trzymał w uniesionej dłoni.
- Zapalcie czołówki. Wracamy. Radziej odetchnął z ulgą. Po chwili byli już przy ognisku cali i zdrowi.

- Radek?! Co Ty tu robisz? – Usłyszał detektyw a gdy się odwrócił od razu rozpoznał swojego brata ciotecznego Marka. Trzydzieści lat temu Marek wyjechał do Stanów i od tamtej pory się nie widzieli - Radek, cieszę się, że cię widzę! Kopę lat! Już myślałem, że Cię tu nie zobaczę po tym, jak nie odpowiedziałeś na mój faks sprzed kilku dni.
- Faks? - Radek był zdziwiony.
- No tak. Pisałem, że przyjeżdżam do Polski i wybieram się na Rajd. Miejsce Radziejowa. Zabierz się z moim synem. Przewodnik 666. - Detektyw dopiero po chwili skojarzył wiadomość, którą niedawno odebrał. Przypomniał sobie również, że tydzień temu miał oddać faks do naprawy i ostatecznie tego nie zrobił. Poczuł się idiotycznie. 
- Krzysiek to Twój syn? – Zdziwił się Radziej, a gdy Marek kiwnął potakująco głową stwierdził - No tak, zamiłowanie do górskich wędrówek ma po Tobie .. SKPB? Czy to nie w SKPB za czasów studenckich organizowałeś wyjazdy, na które ja nigdy nie chciałem jechać, bo bałem się ciemności? – uśmiechnął się jakby sam do siebie. Wskazał Markowi miejsce obok, przy ognisku. Z ulgą w sercu wspominali stare czasy, pamiętne imprezy w Remoncie, dopóki nie zastał ich świt..