Gorgańskie ścieżki ze Staśkiem

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Nasz wypad na długi czerwcowy weekend zaczyna się od spotkania w środowe popołudnie na dworcu Zachodnim. Prowadzący Stasiek Szloser rozdzielił każdemu uczestnikowi wcześniej skrupulatnie przygotowany prowiant. Ekipa składa się z 10 osób: kobiet i mężczyzn pół na pół.

Zapakowani do autobusu międzynarodowego ruszyliśmy w kierunku Iwano-Frankowska. Przyjechaliśmy na miejsce wcześnie rano następnego dnia. Na miejscu czekał już na nas zamówiony bus, który wpierw transportował nas do osady Osmołoda (710 m n.p.m.), a w drodze powrotnej odebrał nas z tego samego punktu i zawiózł już do samej granicy ukraińsko – polskiej. Po lekkim przepakowaniu się i rozdzieleniu między sobą namiotów ruszyliśmy ok. godz. 9:00 w góry. Nareszcie... Po kilku godzinach podchodzenia okazało się, że różnice w tempie wędrówki, kondycji i doświadczeniu są znaczne. W drodze na Pietrosa (1708 m n.p.m.) wyraźnie słabnie jedna osoba. Decyzją przewodnika odciążamy ją, dzielni mężczyźni dokładają części ekwipunku do własnych ciężkich plecaków. Idziemy dalej. Niestety pogoda nas nie rozpieszcza, siąpi deszcz i już wiemy, że nie damy rady dojść do zaplanowanego punktu. Rozbijamy obóz w kosówce. Następnego dnia na niebie wcale nie widać szans na wypogodzenie. W mżawce i mgle zdobywamy drugi po Sywuli najsłynniejszy szczyt gorgański – Popadię. Jedynie na parę chwil przeciera się i mamy szansę porobić zdjęcia.

 

fot0_m

 

  

Szczyt Popadii

Dalej staramy się iść w zwartej grupie.

 fot1_m

 

 

Po południu dochodzimy do chaty na Płyścach gdzie spędzimy jeden nocleg. Po zjedzeniu obiadu część grupy czuje niedosyt „łojenia”, więc postanawiamy w kilka osób – trzech mężczyzn i ja – zdobyć na lekko szczyt Grofy, najwyższe wzniesienie w widłach Łomnicy i Mołody.

fot2_m 

Grofa (1752 m n.p.m.) – na szczycie charakterystyczne rumowisko skalne (gorgan) i kosówka

 

Wieczorem umilamy sobie czas wygrzewając się przy ognisku. Kolejnego dnia wczesna pobudka. Poranny deszcz na szczęście nie trwał długo i w końcu wypogodziło się. Po paru godzinach marszu zatrzymaliśmy się u stóp góry Koń Grofecki (1557 m n.p.m.). Następuje kolejny podział na dwie grupy. Jedna zostaje z plecakami, regeneruje siły i wygrzewa się na słońcu. Druga część ekipy – trzy dziewczyny i trzech facetów – planuje zdobyć szczyt. Idziemy stromo pod górę i z dużą satysfakcją zdobywamy szczyt. Na górze piękna panoramka. Podejście i zejście zajęło nam ok. 1,5 h. W dalszą drogę idziemy już całą grupą. Efekty sporych opadów są wyraźnie widoczne.

 

fot3_m 

 

Dalej zeszliśmy do doliny Mołody. Musieliśmy przedostać się na drugą stronę rzeki Mołody. Ze względu na wysoki poziom wody skorzystaliśmy z bardzo chwiejnej przeprawy przez mostek.

 

fot4_m 

 

Po przejściu na drugą stroną rzeki idziemy w stronę ujścia doliny Mszany. Przez długi czas nie możemy znaleźć dogodnego miejsca na nocleg. Decydujemy się podejść nad jeziorko Rosochań położone na zboczach pasma Arszycy na wysokości ok. 1100 m n.p.m. Po dojściu na miejsce rozbijamy się na ścieżce, mając z jednej strony strome zbocze, a z drugiej urwisko do samego jeziorka, położonego parę metrów niżej. Po zjedzeniu obiadu i krótkiej regeneracji sił, część ekipy ponownie postanawia „połoić” i zdobyć kolejny szczyt, który wydaje nam się jak na wyciągnięcie dłoni. Idzie 5 osób – 2 dziewczyny i 3 chłopaków. Podchodzimy stromo około 1,5h i zdobywamy szczyt Mała Niwka. Na górze jesteśmy mile zaskoczeni dobrym widokiem na całe pasmo Arszycy, tak rzadko odwiedzanej przez wędrowców.

 

fot5_m 

Szczyt Mała Niwka (1517 m n.p.m) – widok na wschodnią część pasma Arszycy

 

Wprawieni w dobry humor, po zrobieniu wielu zdjęć, nie tylko panoramek, czujemy niedosyt tych gór.

 fot6_m

 

Grupa szturmowa prosi o więcej ;)

 

Po około godzinie schodzimy do obozowiska i reszty grupy już po zmroku. Kolejny wieczór przy ognisku. To był bardzo długi dzień. Następnego dnia wcześnie rano zaczynamy powrót na niziny i zejście docelowo do Osmołody. Na miejsce docieramy po ok. 15 km, skąd zabiera nas wcześniej umówiony bus. Jedziemy na granicę, stamtąd do Przemyśla, a dalej już docelowo do domu. To był mój czwarty z rzędu wyjazd na długi czerwcowy weekend na Ukrainę z kołem SKPB Warszawa. Ze względu na magię tych gór i jeżdżących uczestników za rok planuję kolejny taki wyjazd.

Anna Foland