Warszawa. Zbiórka na dworcu PKS Zachodni i dość punktualnie ruszamy o 17,15, kierunek Kałusz przez Stanisławów. Wcześniej Staszek Szloser wręcza każdemu ok. 1 kg tzw pakiety indywidualne na 3 dni, kaszki itp. Niektórzy załapują się na obiadowe dodatki. Autobus ukraiński sprawnie przeciska się po bus-pasie trasy łazienkowskiej i nawet ominął sprawnie rondo w Kołbieli, tylko silne opady deszczu przeciekają przez nieszczelne klapy w dachu.
Na granicy standard czyli 2 godziny i ok. 6 rano czyli 7 w czasie ukraińskim wysiadamy na dworcu w Stanisławowie. Gdzie czeka na nas mikrobus załatwiony wcześniej przez Internet i bez przeszkód dojeżdżamy do Starej Huty w dolinie Bystrzycy Sołowińskiej.

Pogoda jak to na Ukrainie, ciągły opad. Znajdujemy wiatę przystankową gdzie przepakowujemy się i rozpoczynamy podejście. Wieś dość długa i wreszcie odchodzi niebieski szlak dość staranie malowany. Szlak kluczy w dolinie i coraz trudniej przejść przez wezbrane wody. Po 2 godzinach zrobiliśmy chyba ok. 3 km, ciągle szukamy przejść, nawet 2 razy zdejmujemy buty. Wreszcie wchodzimy w boczne ramię i docieramy do ładnego miejsca biwakowego niedaleko grzbietu głównego Gorganów. Marcin Błażejczyk dość sprawnie rozpala ognisko i rozbijamy 5 namiotów ( 4 dwójki M+ K i 1 trójka MMM), bo było nas 11. A deszcz ciągle pada i ani myśli przestać. Obiad wspaniale zrobiony z jednego zagotowanego gara - kus-kus z mięsem wcześniej przygotowanym i z reszty wody herbata.
Śpimy jak przedszkolaki po nieprzespanej nocy i nawet chrapania były obojętne.

Ranek przywitał nas bezdeszczowo i nawet optymiści mówili, że chmury przesuną się, ale się nie przesunęły i wisiały nad Wysoką i Sywulą.
Jest dość silny wiatr i namioty i inne mokre rzeczy szybko wysychają. Pełni optymizmu ruszamy w kierunku grani, gdzie docieramy po 15 minutach. Na grani tablice informacyjne z czasami dojść - jest to nowość w Gorganach, 5 lat temu w terenie nie było nic.
Idziemy po trawersie grani szlakiem żółtym, coraz więcej śliskiego gorganu. Bez przeszkód dochodzimy do Wysokiej ok. 1809m, gdzie widać jeszcze umocnienia z I wojny. Przerwę jedzeniową robimy na mokrej przełączy Borewka. Najedzeni ruszamy szlakiem przez Sywulę, gdzie spotykamy 4 młodych z klubu Tramp przy SGH. Oczywiście żadnych widoków i bez przeszkód docieramy do przeł. Ruszczyna , ta 4-ka biwakuje przy ruinie schroniska, my schodzimy niżej w kierunku źródeł Bystrzycy Sołowińskiej. Rozbijamy na sucho namioty, zaś przy obiedzie zaczął się deszcz i tak padał cały wieczór. Przy gotowaniu wszyscy ochoczo pomagali machając małymi karimatkami . Były kluchy z mięsem i warzywami. Po jedzeniu do namiotów, bo pogoda. Rano wstajemy, a tu szok błękitne niebo i zdecydowaliśmy o powrocie na Sywulę na lekko. Bo mieliśmy w/g drogowskazu do przeł. Legionów tylko 5 godz. Panorama na Sywuli była cudowna, widać było nawet charakterystyczną odległą Strymbę.

Te krótkie chwile wynagrodziły wcześniejszą pogodę i grupa wyraźnie dostała dodatkowego powera. Po powrocie zwinęliśmy suche namioty i ok. 1 w południe poszliśmy w kierunku przeł. Legionów, zielonym szlakiem wzdłuż dawnej granicy Polsko- czechosłowackiej, gdzie można spotkać jeszcze słupki graniczne z 1923 roku. Już po 1 godzinie zrobiło na nas duże wrażenia osuwisko tzw Piekło. Przez cały czas ładne widoki na Sywulę 1836 m i sąsiednie góry. Na przełęcz Legionów ostro w dól, humory dopisują, bryluje wyraźnie Tomek, student 5 roku medycyny z Warszawy, niewiele mu ustępuje Monika i Majka , która dla Gorganów zostawiła chwilowo nawet męża zaślubionego przez 3 tygodniami. Na przełęczy biwak z użyciem bukowego drewna i ogień taki, że nawet polewane było woda ognisko, aby się ryż wolniej gotował. Tego wieczoru był nawet kisiel, co niektórzy już nie mogli zmieścić. W niedzielę rano robimy zdjęcie i przeżywamy napis pod krzyżem:
Młodzieży Polska patrz na ten krzyż
Legjony polskie dźwignęły go wzwyż,
Przechodząc góry, lasy i wały
Do Ciebie Polsko, i dla twej chwały.

Po 3 godzinach wędrówki do Rafajłowej - obecnie Bistrica docieramy pod sklep, gdzie po chwili przyjeżdża mikrobus, który zabiera również 4 =kę z Trampa i dojeżdżamy do Stanisławowa. Tam mamy zamiar iść na obiad, ale brak biletów do Warszawy wymusza plan B, czyli jazda wynajętym mikrobusem w kierunku Przemyśla. Kierowca jedzie przez Kałusz bardzo wolno, bo trzeba jechać slalomem pomiędzy nierównościami drogi. Wreszcie po chyba 4 godzinach dojeżdżamy do Szegini i przechodzimy bez kolejki razem z nielicznymi mrówkami. W Przemyślu decydujemy się na zakup biletów PKS, bo krócej jedzie i niższa cena. Po krótkim pobycie w Pitcerii, samotnie oglądam Przemyśl, dużo zabytków odnowionych . W Warszawie jesteśmy w poniedziałek ok. 7,15 gdyż było trochę korków.

Zadowoleni z wycieczki uczestnicy: Maja Sidzina, Monika Malocco, Magda Bederska, Ania Foland, Agata Gąsiorowska, Artur Makarewicz, Tomek Bogusz, Jakub Koziński i autor Rysiek Bachowski,
Dziękując Staszkowi Szloserowi i Marcinowi Błażejczykowi za wspaniałą organizację.

