Samodzielna Grupa Operacyjna pod przewodnictwem Uli i BartkaPani Kierowniczka: Ula Poganiacz Niewolników: Bartek Uczestnicy: Ewa, Kasia, Ola, Wiktoria, Krzysiek, Damian, Tomek, Marcin i Wojtek Wszystko zaczęło się jak zawsze ? zbiórka o wyznaczonej godzinie na hali dworca PKP Warszawa Wschodnia, uczestnicy powoli się zbierają i z każdą nową osobą jedno imię więcej do zapamiętania. Grupa zebrana, pociąg podstawiony ? zajmujemy dwa przedziały i... JEDZIEMY!
Wyjazd wypada nam akurat 23 kwietnia, a że wybiera się z nami Prezes Wojciech ? gitara i gardła na Dworcu Zachodnim, gdzie wsiada, idą w ruch i po odtrąbieniu gromkiego ?sto lat? następuje krótkie poznanie się, ostatnie dogadywanie tras ?okołoorbitowych? oraz sen, by mieć siłę maszerować następnego dnia... Dzień pierwszy zaczyna się dość wcześnie rano ? wysiadamy w Grybowie, gdzie przed siódmą ma przyjechać po nas zamówiony bus... Słońce już wzeszło, powietrze rześkie, chmur praktycznie nie ma ? zapowiada się piękny i pogodny dzień... Pod dworzec podjeżdża jakiś autokar, na co ktoś żartem krzyczy: ?Pani Kierowniczko, to nasz?? Los chciał, że żart okazał się prawdą i dzięki temu nasza jedenastoosobowa ekipa ma sporo miejsca... Poprzeczka komfortu została postawiona dość wysoko, lecz nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca ? jeszcze przed Ropą bus ma obowiązkowy przystanek na stacji benzynowej, gdyż zaczął się gotować silnik... Pan kierowca niczym niezrażony dolewa wody, po czym z kombinerkami wczołguje się pod busa w celu dokonania naprawy, ale udało się i szczęśliwie dojeżdżamy do Uścia Gorlickiego. Na dobry początek dnia wycieczkę zaczynamy od cmentarza numer 57 z okresu I wojny światowej. Po śniadaniu i zakupach kanapkowych wchodzimy nieco w zagadnienia historyczno-wyznaniowe Łemkowszczyzny, oglądając cerkiew pw. Św. Paraskewy z zewnątrz i wyruszamy dalej w drogę, nareszcie żwawo maszerując. Żółty szlak prowadzi nas drogą coraz mniej asfaltową, coraz bardziej wiejską i sielską aż do Odernego, w którym robimy sobie odpoczynek przed XIX-wiecznym, drewnianym kościołem. Dalej zamierzamy przedostać się przez Kiczerkę do Kwiatoni ? jednego z głównych punktów naszej wycieczki. Po wyjściu z lasu nie możemy się oprzeć dłuższej rozwałce na polanie widokowej nad doliną ? nareszcie duża, zielona przestrzeń, w dodatku ozdobiona przez bijące o 12-ej gdzieś daleko dzwony ? można odetchnąć głęboko... Radość tym większa, że przemknęła przed nami sarenka ze swoim filuternym białym tyłeczkiem. Po obejrzeniu i sfotografowaniu kwiatońskiej cerkwi pw. Św. Paraskewy wewnątrz i z zewnątrz oraz wysłuchaniu opowieści o ikonostasie, budowie zrębowej i goncie ? idziemy przez Skwirtne (przystanek pod cerkwią pw. Śś. Kosmy i Damiana) i Banne do Smerekowca, na zaplanowany nocleg. Okazuje się, że budowa sakralnych konstrukcji drewnianych jest już tak oklepana, że jedna z uczestniczek z uciechą demonstruje, jak potrafi zastąpić przewodnika zgrabnie zaimprowizowaną opowieścią. W końcu docieramy do naszej agroturystyki ?U Kasi? - gospodarze serdecznie witają nas przed domem, zapraszając do środka, gdzie po krótkiej chwili na stół wjeżdża przepyszny domowy obiad. Po posiłku i wieczornej toalecie część grupy idzie jeszcze na spacerek na cmentarz wojenny numer 56 ? to dobre zakończenie dnia...  | | Dzień kolejny część z nas rozpoczyna idąc na mszę w pobliskim kościele (dawnej cerkwi w Smerekowcu). Pozostali przygotowują śniadanie. Wyruszamy drogą asfaltową, wypatrując dogodnego przejścia na drugą stronę rzeki. Po wybraniu dalszej drogi, przed podejściem w górę następuje krótka przerwa ?termiczna?, podczas której pani kierowniczka, pociągając solidnie już zakatarzonym nosem, oznajmia, że na kilka godzin zrzeka się swojej funkcji, oddając całkowicie inicjatywę współprzewodnikowi. Oto początek naszego zdobywania beskidzkich terenów na kilka frontów. Podczas gdy zdymisjonowana tymczasowo kierowniczka wraz ze swoim towarzyszem i gitarą z powodzeniem podróżują autostopem, a dwie orbitki krążą to tu to tam w takim tempie, że nie sposób opisać ich trasy, pozostali ruszają w kierunku Nowicy. Tam nastąpią dalsze zmiany w szykach ? jedna jednostka uda się do Rychwałdu, gdzie dołączy do niej również uciekająca już z frontu orbitka i podążą razem do stolicy, reszta natomiast uderzy z zapałem na Magurę Małastowską. W tym czasie druga orbitka zatoczy szeroki krąg, aby wieczorem wylądować w schronisku ? punkcie zbornym wszystkich pozostających na polu walki oddziałów. Zatem podążając za najliczniejszą grupą, która konsekwentnie realizuje pierwotny plan... Idziemy na przełaj i podczas rozwałki na polance nad Smerekowcem podziwiamy piękny widok na pobliskie góry. Z mniejszym, lub większym trudem udaje nam się je zidentyfikować i pokazać w przybliżeniu trasę z dnia wczorajszego. Po zażyciu odrobiny górskich atrakcji ? ?koszenia? młodnika ? dochodzimy do Nowicy, gdzie oglądamy (również w środku) grecko-katolicką cerkiew pw. Św. Paraskewy oraz dokonujemy zakupu ręcznie robionych łyżek i foremek na masło w kształcie baranka. Następnie przez Przysłup gdzie, aby dostać się do cerkwii pw. Św. Paraskewy ?łoimy potolca?, maszerujemy do schroniska na Magurze Małastowskiej. Po ciepłym posiłku udajemy się jeszcze na wieczorny spacer na polanę widokową (obczajoną wcześniej przez oddział leniuchująco-rekonwalescencyjny), by podziwiać górski krajobraz z zachodzącym słońcem. Jako, iż do zachodu jest jeszcze godzinka, to niektórzy wybierają się jeszcze na krótki ?tour de cmentarz?, czyli przełajowy bieg na orientację do cmentarzy wojennych o numerach 59 i 58 na stoku Magury Małastowskiej. Na polanę wracamy akurat na moment, kiedy słońce zaczyna się chować za horyzontem? Wieczór w schronisku spędzamy przy dźwiękach gitary i usiłowaniu swych sił w śpiewaniu, co chyba nawet nieźle nam wychodzi, gdyż obecni z nami studenci muzykologii nie krzywią się zbytnio. Hitem wyjazdu, trochę nie w górskim klimacie, ale jednak ? okazują się ?Morskie Opowieści? z jakże radosną zwrotką o Chince śpiewającej sprośne piosenki i posiadającej skośne piersi...  |  | |
 | |
Ostatni dzień również zaczyna się pięknie ? spacerem ?rannych ptaszków? na Przełęcz Małastowską i zwiedzeniem cmentarza wojennego numer 60. Po przygotowanym przez uczynną wachtę kuchenną śniadaniu wszyscy razem wdrapujemy się na szczyt Magury Małastowskiej i przez Ostry Wierch docieramy do Owczar - kolejnego miejsca obowiązkowego naszej wyprawy. W szybkim tempie, gdyż mamy niewiele czasu do autobusu, zwiedzamy cerkiew pw. Opieki Matki Bożej i ruszamy do Sękowej obejrzeć (również wewnątrz) kościół pw. Śś. Jakuba i Filipa. Kolejny autobus wiezie nas do Gorlic, gdzie oglądamy pierwszą na świecie naftową lampę uliczną. Reszta dnia mija na podróży powrotnej, lecz mimo końca wyprawy dobre humory nas nie opuszczają i w pociągu oprócz ?Morskich Opowieści? wybieramy się z gitarą pokolędować do sąsiedniego (również naszego) przedziału?  |  | |
Podsumowując ? można rzec, iż była to wycieczka pod hasłem: miejsca kultu i pamięci ? cerkwie, kościoły, cmentarze ? czyli beskidzkimi dolinami na lajcie? Statystyka wyszła nam następująca: trzy dni, siedem cerkwi ? w tym cztery w środku, dwa kościoły ? w tym jeden w środku i pięć cmentarzy wojennych, do tego masę wrażeń, śmiechu i dobrej zabawy, której sprzyjała słoneczna pogoda ? więc wyprawa jak najbardziej udana! |